piątek, 18 stycznia 2013
piątek, 2 listopada 2012
A mogłem zostać sławnym bramkarzem - dzienniki Jedynastego
Złamana kariera polonistyczno-piłkarska wyłania się z pierwszych stron dziennika Łukasza Jedynastego. To dzieło, które w całości nigdy nie ujrzy światła dziennego (choćby skały srały), powstawało w latach rozszalałego górnolotnego debilizmu autora - skromnego poety-pasterza z małej ojczyzny pod Suwałkami.
Oryginalna pisownia (skonwertowana z Amigi 500) wiernie odtwarza niuanse osobowości Jedynastego, ukazując całokształt jego poranionej ścierniskiem duszy i dupy. Dobrze, że takie znaki istnieją, że zawsze można zajrzeć, spojrzeć i pomyśleć, jakim kretynem się było. Nie, żeby człowiek przesadnie mądrzał od liceum, nie, nie, ale na pewno innymi słowami opisuje świat.
Zapraszam do lektury, są osoby trzecie bez wiedzy i zgody ;)
Dzisiaj rozpoczynam pisanie tego pamiętnika. Miałem zamiar czytać "Potop" Sienkiewicza, ale nie chce mi się. Żygać mi się chce na samą myśl o czytaniu czegoś, co mam więcej niż 1300 stron. Zaraz ile ma "Potop"? Około 1350. E, nie. To nie dla mnie. Lepiej przeczytam początek, streszczenie i koniec i obejżę sobie film. W razie gdybym nie zdał matury, przypomnę sobie kiedy to nie przeczytałem wypocin Sienkiewicza. Oczywiście, żartowałem, bo zdam maturę z palcem w nosie (optymizm rules!). Tęsknię za nią ciągle, kurwa :(
Obrobiłem już prawie 400 stron "Potopu". Wiecie co? Nawet fajny jest. Ciągle myślę o Melissie. Dlaczego mam się tak męczyć? Przecież... Ale co ja będę się rozpisywał. Jutro gramy mecz z klasą III a (bramkarz - Starukiewicz, obrona - Kulikowski, Fatyga, pomoc - Tez, Proć, atak -
Gerbszt, Kurzelewski). Będzie to niesamowicie trudny mecz. Będę starał się dać z siebie wszystko. Przecież wygraliśmy cztery mecze na cztery, więc nie wolno zmarnować takiej pięknej statystyki. Jestem jedynym bramkarzem, który strzelił bramkę (i to nie samobójczą:). A tak wogóle to
skład naszej drużyny przedstawia się następująco: w bramce stoję ja, w obronie Łukasz Gruszka i Artur Piotrowski, jako defensywny pomocnik gra Romek Jedenasty, a w ataku grają Adam Piwnikiewicz i Dawid Renc. Puściłem już 7 goli, a strzeliliśmy 17 bramek. Najgorszy mecz w moim wykonaniu był
to mecz nr 2 z jedną z klas pierwszych. Prowadziliśmy 2:0 i wtedy puściłem dwie szmaty. To były jedyne strzały przeciwników na naszą bramkę, a ja nie obroniłem. Oczywiście wszyscy niezbyt mi ufali. Nie dziwię się im. Ostatni mecz to był "mój" mecz. Wiem, że zabrzmi to bardzo nieskromnie,
ale byłem filarem drużyny. Wreszczie poczułem się dowartościowany przez drużynę i mogłem usłyszeć "brawo bramkarz", a nie "no nieeeee... Sheben". Mam nadzieję, że jutro zagram no dobrym poziomie, bo jeżeli nie to po prostu przegramy. Od bramkarza naprawdę zależy bardzo wiele. Jeden błąd i po meczu... Ale bredzę. Myślę o niej, jest piękna...
Dziś miałem pietra przed meczem z III a. Ale wygraliśmy! Prawdę mówiąc dałem ciała. Prowadziliśmy już 2:0, ale jeszcze w pierwszej połowie Grzesiek Proć strzelił bramkę kontaktową. Już na początku drugiej połowy Bydło UTD (czyli my!) wieźliśmy III a z wynikiem 3:1. Niestety FC Klekuty wyrównali (między innymi dzięki mojej bramce samobójczej - chociaż nie jestem pewien, czy do końca był to samobój). Potem nawet prowadzili 4:3, ale końcówka nalażała do nas. Wygraliśmy 5:4 i jesteśmy drugą drużyną w szkole (nasz bilans to 5 wygranych w 5 meczach, 22 bramki strzelone - 11 straconych). Po prostu jesteśmy najlepsi (hehe, szczęście się ma - ale jak wiadomo, szczęście sprzyja lepszym). Śniłaś mi się. Jezioro, ja, ty. Przyśnij mi się jeszcze raz. Dobranoc.
Oryginalna pisownia (skonwertowana z Amigi 500) wiernie odtwarza niuanse osobowości Jedynastego, ukazując całokształt jego poranionej ścierniskiem duszy i dupy. Dobrze, że takie znaki istnieją, że zawsze można zajrzeć, spojrzeć i pomyśleć, jakim kretynem się było. Nie, żeby człowiek przesadnie mądrzał od liceum, nie, nie, ale na pewno innymi słowami opisuje świat.
Zapraszam do lektury, są osoby trzecie bez wiedzy i zgody ;)
06-10-98
Dzisiaj rozpoczynam pisanie tego pamiętnika. Miałem zamiar czytać "Potop" Sienkiewicza, ale nie chce mi się. Żygać mi się chce na samą myśl o czytaniu czegoś, co mam więcej niż 1300 stron. Zaraz ile ma "Potop"? Około 1350. E, nie. To nie dla mnie. Lepiej przeczytam początek, streszczenie i koniec i obejżę sobie film. W razie gdybym nie zdał matury, przypomnę sobie kiedy to nie przeczytałem wypocin Sienkiewicza. Oczywiście, żartowałem, bo zdam maturę z palcem w nosie (optymizm rules!). Tęsknię za nią ciągle, kurwa :(
Wed Oct 7 21:29:01 1998
Obrobiłem już prawie 400 stron "Potopu". Wiecie co? Nawet fajny jest. Ciągle myślę o Melissie. Dlaczego mam się tak męczyć? Przecież... Ale co ja będę się rozpisywał. Jutro gramy mecz z klasą III a (bramkarz - Starukiewicz, obrona - Kulikowski, Fatyga, pomoc - Tez, Proć, atak -
Gerbszt, Kurzelewski). Będzie to niesamowicie trudny mecz. Będę starał się dać z siebie wszystko. Przecież wygraliśmy cztery mecze na cztery, więc nie wolno zmarnować takiej pięknej statystyki. Jestem jedynym bramkarzem, który strzelił bramkę (i to nie samobójczą:). A tak wogóle to
skład naszej drużyny przedstawia się następująco: w bramce stoję ja, w obronie Łukasz Gruszka i Artur Piotrowski, jako defensywny pomocnik gra Romek Jedenasty, a w ataku grają Adam Piwnikiewicz i Dawid Renc. Puściłem już 7 goli, a strzeliliśmy 17 bramek. Najgorszy mecz w moim wykonaniu był
to mecz nr 2 z jedną z klas pierwszych. Prowadziliśmy 2:0 i wtedy puściłem dwie szmaty. To były jedyne strzały przeciwników na naszą bramkę, a ja nie obroniłem. Oczywiście wszyscy niezbyt mi ufali. Nie dziwię się im. Ostatni mecz to był "mój" mecz. Wiem, że zabrzmi to bardzo nieskromnie,
ale byłem filarem drużyny. Wreszczie poczułem się dowartościowany przez drużynę i mogłem usłyszeć "brawo bramkarz", a nie "no nieeeee... Sheben". Mam nadzieję, że jutro zagram no dobrym poziomie, bo jeżeli nie to po prostu przegramy. Od bramkarza naprawdę zależy bardzo wiele. Jeden błąd i po meczu... Ale bredzę. Myślę o niej, jest piękna...
Thu Oct 8 22:11:14 1998
Dziś miałem pietra przed meczem z III a. Ale wygraliśmy! Prawdę mówiąc dałem ciała. Prowadziliśmy już 2:0, ale jeszcze w pierwszej połowie Grzesiek Proć strzelił bramkę kontaktową. Już na początku drugiej połowy Bydło UTD (czyli my!) wieźliśmy III a z wynikiem 3:1. Niestety FC Klekuty wyrównali (między innymi dzięki mojej bramce samobójczej - chociaż nie jestem pewien, czy do końca był to samobój). Potem nawet prowadzili 4:3, ale końcówka nalażała do nas. Wygraliśmy 5:4 i jesteśmy drugą drużyną w szkole (nasz bilans to 5 wygranych w 5 meczach, 22 bramki strzelone - 11 straconych). Po prostu jesteśmy najlepsi (hehe, szczęście się ma - ale jak wiadomo, szczęście sprzyja lepszym). Śniłaś mi się. Jezioro, ja, ty. Przyśnij mi się jeszcze raz. Dobranoc.
piątek, 26 października 2012
Grucha, my Friend...
![]() |
| Grucha, Mgiełka i ja (Gdańsk, 2001) |
Wymienialiśmy się swoimi "poetyckimi" tworami (cudzysłów bardziej z uwagi na grafomanię własną). Odzyskując dane ze starego dysku z Amigi, natknąłem się na kilka wierszy Łukasza (wszystkie po angielsku, bo Gruszasty był fanem angielskiego), więc wrzucam tutaj. Bo to pewnie jedyna kopia. Grucha, nawet jeśli miał gdzieś swoje kopie, to hasła do plików zabrał ze sobą w dniu, kiedy od nas odszedł. Nagle i bez sensu.
Pierwszy wiersz z tego małego zbioru - "Between" - spisałem z pamięci, prawdopodobnie nie istniała wersja pisana. Do dzisiaj. Reszta skopiowana wprost z amigowych plików .txt.
Betweeen
Between the way of madness
and destiny
and you never know which one you choose
and you'll never know which one you loose
Ever
I never forgot what life done for me
abyss of pain was my infiniteness
whole life was searching an unintelligible
light of existence in suns of careless humans
Essence
We live for death
but unavoidable
is the gate for our revival
Found
Searching for proof
this is our employment
but why we forgot
about thinking of ourselves
Duplicity
Are we alone
why we put this question
if we are not ready for
a n s w e r
We
Everyone can talk to each other
by using mouth
only chosen use a tounge of
s u b c o n s c i o u s n e s s
Desert
desert of feelings
place where our dreams
became a powerful weapons
Hope
Hope, only a word
for the others
but everything for me
[Łukasz Gruszka, Węgorzewo 1998-99]
poniedziałek, 18 czerwca 2012
środa, 6 czerwca 2012
Win-win-win-win situation
No dobrze, to było zabawne a my się nieźle uśmialiśmy. To teraz Wam serio wyłożę co myślę o własnym dziele. "Twoja stara. Baśń" to parodia filmu i wszystkiego co z nim związane. Nawet recenzje są takie, jakie są - i nie chodzi o to, co tam w środku jest napisane, bo to prawda, że film jest grafomański, seksistowski, przesadzony, amatorski, itd. bo takim go napisałem a potem z rozwagą i rozmysłem psuliśmy wszystko. Trudno nie było, bo jak się robi fanstasy za 0 zł to na dzień dobry jest śmiesznie i kuriozalnie. Jest to tak zwana estetyka kiczu zamierzonego. Innych nie umiemy więc się nie silimy. Win.
Recenzje w mediach mainstreamowych cieszą mnie bardzo. Im gorsza tym bardziej - kto był na planie wie, że zdjęcia kończymy często okrzykiem: "Ooo, najgorzej! Zostaje". Trochę w tym wszystkim ZF Skurcz, trochę Monty Pythona, no i dużo Ayoya. "Robin Hood. Czwarta strzała" oraz "Baśń o ludziach stąd" Władysława Sikory to jak dla mnie czołówka polskiej komedii. Wymieszajcie, wymiksujcie, dodajcie Shebena, najgorsze efekty 3D, smoka z pianki montażowej, stroje z worków z juty, z pół godziny nudy w środku (ale są ładne ujęcia - amatorka robiła, moja żona, ale ładnie - Irlandia wymiata też) ale potem da się oglądać, całość się klei. O ile trafi się na odpowiedniego widza. I tu z pomocą przychodzą recenzje - na film pójdzie ten, kto będzie chciał. Łatwo nie jest, bo film grają 4 kina w Polsce, ale chętnych nie brakuje. I dziwne trochę, ale ludzie się śmieją. Widocznie lubią. Film dostaje się jak dotąd na każdy festiwal filmów niezależnych, zdobył nagrodę w Bełchatowie.Win.
"Twoja stara. Baśń" to szczery, amatorski projekt. Kosztował w sumie pewnie z 5 tysięcy złotych, nie oczekuję, że się zwróci choćby złotówka - to moja inwestycja w przyszłość. Tym filmem podnoszę jedynie rękę na lekcji, jak mnie pan nauczyciel weźmie do odpowiedzi to zobaczycie. A jak nie - i tak zrobimy TSB2. Zaprosiłem do przygody Grześka Halamę, mamy dużo więcej Przyjaciół niż rok temu, jeszcze większy dystans do siebie i 30 kg mniej. WIN KUŹWA :)A, i koniecznie to obejrzyjcie:
ToSięWytnie.pl na premierze "Twojej starej. Baśni"
Jadę pisać TSB2. Win :)
wtorek, 5 czerwca 2012
"Nie idźcie na ten film" (przedruk z magazynu Łogo, 06/12)
W grafomańskiej, seksistowskiej i nieco nieobliczalnej komedii Łukasza Jedenastego reżysera gra scenarzysta i na odwrót. Piotr Szwedes, odtwórca głównej roli, gra Gniewka - syna mazurskiego rybaka - nie gra w tym filmie, gdyż chciał dostać za swoją rolę pieniądze, a te skończyły się ponoć 2 dni przed pierwszym dniem zdjęciowym.
Film zaczyna się od najgorszych parodii reklam jakie powstały i wydaje się, że powstały tylko po to, aby wkurzyć widza na dzień dobry. Niesmaczna tematyka (hemoroidy, seks, alkohol, hajs i przemoc) sprawiły, że musiałam wyprosić z kina swoją babcię, którą zabrałam do kina bo co z nią miałam zrobić?
XV-wieczna Polska, mazurska wioska rybacka, a w niej Gniewko – niesforny obibok, któremu ciągle przytrafia się coś złego. Albo ucieka przed królewskim rycerzami, albo szuka kwiatu paproci dla czarodzieja, albo wychodzi za karczmę uprawiać seks z elficą. Młody nieudacznik zostaje oskarżony o zamordowanie dwóch rycerzy. Karą ma być "wyszukana egzekucja" i spalenie lokalnej wioski. Gniewko postanawia sam załatwić sprawę, a przy okazji dowiedzieć się czegoś na temat swojej przeszłości i tajemniczego znamienia na lewym przedramieniu.
W filmie "Heniek" dla odmiany tego nie było to mi się bardziej podobało. W ogóle najlepsze filmy offowe to kręcił Matwiejczyk dawno temu, ale nie dał rady, więc pewnie Szwedes, znany z niby kulinarnego show Gotuj ze Szwedenem, też nie da rady. W filmie Jedenastego zabrakło mi tego co było w "Heńku", tej szczerości, prostoty historii, no i aktorzy grają jak amatorzy.
Podróż bohatera to ciąg absurdalnych zdarzeń, które czerpią z podań, legend i – jak widać – bogatej wyobraźni twórcy. Na gościńcu chłopak spotyka Czerwonego Kapturka, Smoka Wawelskiego, Robina Hooda, piękną Zosieńkę, leśne stwory, Shakirę i dealera narkotyków, który specjalizuje się nie tylko w konopiach, ale też w zwierzęcych wydzielinach dobrych zawsze i na wszystko. Na dokładkę dialogi o wyrywaniu i obracaniu dupeczek. Wszystko w atmosferze kuriozalnego humoru, który polega na obśmiewaniu srania i sikania w środku lasu i gwałtu jako gry wstępnej w relacji smoka-wegetarianina i pewnej szlachcianki.
W filmie "Rambo" dla odmiany było wszystko a nawet więcej. A w filmie "Obywatel Kane" z kolei nie grała Angelina Jolie, czyli tak samo źle jak u Jedenastego.
Słynny reżyser filmów "Testosteron" i "Lejdis" tak zareagował na zaproszenie na seans:
Nie wiadomo czy reżyser "Twojej starej" wysłuchał dobrej rady starszego kolegi ale trzymamy kciuki za pana Andrzeja, żeby mecz zobaczył chociaż w jakiejś knajpie.
Podsumowując: nie idźcie na ten film, ja byłam, poszłam i po filmie wyszłam, nie mniej jednak daję ekipie kredyt zaufania, bo jestem hojna z urzędu. Łukasz Figielski kręci podobno 2 część, czyli film odniósł sukces przed premierą - być może ma to związek z nagrodą na festiwalu Nakręceni w Bełchatowie, nie wiadomo. czekam na drugą część na temat której napiszę jeszcze bardziej zajebistą reckę, ohh yea, aż mi pójdzie "Krew z nosa".
Joanna Figielska
magazyn Łogo
cytaty kursywą :D
niedziela, 13 maja 2012
MAMY TO, KUŹWA!!! :)))
Nananananana! Hahahahahaha! Nagrywara właśnie skończyła wypalać ostatecznego mastera do "Twojej starej. Baśni". Pracę nad filmem skończyliśmy wczoraj z Jankiem i Wojtkiem, udźwiękawiając scenę pożaru rybackiej osady Przerośl (w dwie godziny po tym jak dostałem wyrenderowane sceny od Adriana i Michała, rok robią a zrobią, dobre chłopaki;). I tak, kuźwa, mamy to! Kochana Ekipo, jesteście kurwa zajebiści, i każda Wasza godzina na planie i poza nim miała ostatecznie kolosalny wpływ na efekt końcowy. Więc - cóż - dziękówa :D
Można otwierać szampany lub browary, ale dzisiaj tylko po jednej lampce / butelce, bo zrobić film, pomimo ogromu pracy (czego na ekranie i tak nie widać poprzez niedołężność aktorską głównego bohatera, ale to na marginesie) to 1/3 sukcesu. 1/3 leży w rękach przemiłych dziewczyn: Justyny i Gosi, które zajmują się dystrybucją naszego dzieła, no a do pełni szczęścia potrzebni są widzowie.
Zobaczcie zwiastun i szturmem na kina. Pytajcie w lokalnych kinach o to - poczują, że można na tym zarobić to sami do nas przyjdą ;) A jak film zarobi to druga część rzuci na cyce i cegłówką w potylicę!
Jakby komuś mało było "włochatej małpy" to krótki wywiad, który dawno temu zrobiła ze mną koleżanka Sylwia, a o którym zupełnie zapomniałem. Co mówię - nie ważne, gdyż przekaz prawdziwy nadaję alfabetem morsa poprzez machanie trampkiem.
Fragment, którego nie będzie na video (szloch Wolińskiej zagłuszał moje wypowiedzi;), bo nie, ale to w sumie ważne:
Sylwia: Skąd imię głównego bohatera?
Sheben: Eugeniusz. To imię mojego zmarłego na raka ojca... Chciałem, żeby zagrał komendanta w naszym serialu "Porucznik Marlon", ale nie zdążyliśmy. Film dedykuję Gienkowi, główny bohater nie mógł nazywać się inaczej.
Do zobaczenia w kinach!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





